Po usunięciu obu jajników w organizmie kobiety prawie nie ma
estrogenów. Dzieje się tak, bo hormony nie mogą być magazynowane. Albo
są na bieżąco produkowane i ciało z nich korzysta, albo muszą być
dostarczone z zewnątrz, np. w postaci tabletek. Jeżeli podczas zabiegu
pozostawiono macicę, kuracja musi polegać na podawaniu estrogenu,
progestagenu, a czasem i niewielkiej dawki androgenu, męskiego hormonu,
który wpływa na aktywność życiową, podnosi libido, a więc zwiększa
ochotę na seks. Im młodsza pacjentka, tym dłuższy czas podawania
hormonów. Aby nie doszło do niedomagania innych narządów, np. serca,
wątroby czy trzustki, kobieta – na indywidualnie dobranej terapii –
powinna dotrwać do tzw. średniego wieku przekwitania, czyli do około
51. roku życia. Jeśli operacja była wykonana np. w 38. roku życia, to
przez 13 lat warto przyjmować leki hormonalne. Bez takiego wsparcia
starość nadchodzi wcześniej niż u rówieśniczek. Ale na tym nie kończą
się kłopoty. U kobiety pozbawionej jajników o wiele wcześniej zaczyna
się osteoporoza, wzrasta ryzyko wystąpienia zawału serca. Zegar
biologiczny tyka szybciej – starzenie jest przyśpieszone o 10 lat.
Panie, które chcą jak najdłużej zachować młodość, powinny zdać się na
wybór, jakiego dokona lekarz. Błędem, który dość często popełniają,
jest całkowite przerzucanie się na preparaty z tzw. fitohormonami
(aktywnymi związkami pochodzenia roślinnego). Mogą one wspierać
organizm tylko wtedy, gdy sam jeszcze wytwarza hormony płciowe, np.
kiedy zbliżamy się do menopauzy. Przy braku przydatków, czyli głównego
wytwórcy tych hormonów, moc takich preparatów jest niewystarczająca.



